czwartek, 2 sierpnia 2018

Koniec Przyjaźni ( Moja historia )


Czasami w naszym życiu nastaje taki moment, kiedy pewna część naszego życia kończy się raz na zawszę . Czujemy ból, smutek, tęsknimy i czekamy choćby na najmniejszy znak od osoby, która była dla nas bliska. Czy warto ? 

Cierpienie to nieodzowna część naszego życia, szczególnie mocno cierpimy kiedy tracimy kogoś na kim nam na prawdę zależy - przyjaciela. Osobę przy której czujemy się swobodnie, której możemy wszystko powiedzieć, ale czy na pewno ? Jak wieli szok może nas spotkać, kiedy dowiadujemy się, że to już koniec, lub kiedy sami podejmujemy taką decyzję ? 



Żyjemy w czasach kiedy pieniądz goni pieniądz, kiedy nie mamy czasu na przyjaźń, miłość, radość czy zwykłe życie, dlatego kiedy uda się nam zawiązać jakąś przyjaźń czy głębszą relację, wpadamy w euforię. Szczególne problemy z zaufaniem mają wszystkie osoby, które już kiedyś się na kimś zawiodły, a o to w tych czasach nie trudno. 

Przyjaźń to sprawa magiczna, na prawdę magiczna o ile jest prawdziwa i szczera i o ile nie mieszają się w nią osoby trzecie. Co zrobić kiedy przyjaciel nas zawodzi, kiedy czujemy się coraz gorzej ponieważ nie jesteśmy tak traktowani jak powinniśmy być ? Odpuścić, walczyć, próbować przemówić do rozsądku ?

Dziś opowiem wam moją historię, bo pomoże to nie tylko mi, ale może i któremuś z was, może przeżywacie, będziecie przeżywać lub przeżyliście to co ja ? Może. 




Gdybym miała opisać swoją przyjaciółkę, jak bym to zrobiła ( wciąż nie potrafię używać zwrotu "była- przyjaciółka" ) ? Pewna siebie, stanowcza, idąca do przodu, silna. Tak, taka jest. Ale jest też niepewna siebie, podatna na manipulację, nie znająca kompromisu i nie walcząca. Nigdy nie walczy o kogoś. Być może wynika to z jej dość oschłego dzieciństwa, być może z zawodów życiowych. Przyjaźniłam się z nią ponad 3-4 lata, znamy się od ponad 5, nasza przyjaźń miała tylko jedną poważną przerwę ( aż rok ). 

Zacznijmy od początku. W gimnazjum byłam osobą popularną i dość lubianą, miałam wiele szczerych koleżanek i dwie poważne przyjaciółki, z którymi droga rozeszła się kilka lat po opuszczeniu szkoły. Nie była to przyjaźń typu "nocowanie u siebie, wspólne wyjazdy", po prostu gadałyśmy, dzwoniłyśmy do siebie, była to bardziej szczeniacka przyjaźń, która nie była dla mnie tak bolesna po zakończeniu jak obecna. 

W liceum nie byłam już tak popularna, trzymałam się na uboczu, nie znalazłam nikogo komu mogłabym zaufać. Zmieniłam szkołę na zaoczną ( przeżywałam okres buntu młodzieńczego ), gdzie poznałam ( nazwijmy ją Kasia ) Kasię. Kasia była inna niż moje fajne, ale mało interesujące koleżanki. Miała zawsze twarde zasady, ale też podobne poczucie humoru do mojego i podobne zainteresowania, co nas do siebie zbliżyło. Zaufanie jej w moim wydaniu trwało, aż dwa lata. Przez ten czas przeżyłyśmy mnóstwo świetnych chwil razem, kino, wspólne wyjścia, spotkania. Codziennie byłyśmy "w kontakcie". 

Po około dwóch latach powiedziałam jej, że choruje na Depresję, Ona jako iż miała już wcześniej przyjaciółkę z tą chorobą, zerwała kontakt. Próbowałam ją zrozumieć, wmawiałam sobie, że "tak będzie lepiej", że "Ona już to przeżyła i nie chce powtórki z rozrywki", wmawiałam sobie, że wina jest po mojej stronie bo jestem chora i nic nie warta, bo nie zasługuję na to, aby przyjaźnić się z kimkolwiek. W tych czasach widziałam ją jako kogoś lepszego, wspaniałego, z poukładanym życiem, jako kogoś, kto nigdy się nie poddaje i zawsze osiąga to co sobie zamierzył. Więc odpuściłam.




Odezwałam się do Kasi po roku, po bardzo ciężkim roku, w którym o mało nie odebrałam sobie życia, ale też po roku, w którym tylko i wyłącznie dzięki wsparciu rodziców i swoim własnym samozaparciu udało mi się pokonać chorobę na tyle by móc normalnie funkcjonować i znów być tą dziewczyną, którą lubiła większość, która prawdziwie szczęśliwa czuła się, kiedy mogła przebywać z ludźmi. Zrobiłam prawo jazdy, które kiedyś jawiło się dla mnie niczym " czarna magia ", znalazłam pracę, którą lubiłam, która dawała mi spełnienie. Powoli zaczęłam skutecznie wracać do siebie. 

Pierwsza nasza rozmowa po roku była zdawkowa i tylko na zasadzie " co słychać, jak leci", z czasem jednak rozmawiałyśmy bardziej otwarcie i coraz śmielej. Po kolejnym roku byłyśmy już przyjaciółkami z krwi i kości, jak się niedawno okazało " tylko z mojej strony". 




Kasia nie lubiła i nie umiała okazywać uczuć, musiałam ją tego uczyć, szczerze ją pokochałam, była i nadal jest dla mnie jak siostra. 

Kiedy podjęłam decyzję o przeprowadzce do większego miasta Kasia i jej siostra z którą mieszkała bardzo mi pomogły, mogłam u nich przemieszkać przez pierwsze miesiące. Niestety już po pierwszych kilku dniach zrozumiałam, że mieszkanie z Kasią i jej siostrą pod jednym dachem nie jest dla mnie. Kasia się zmieniła, a raczej myślę, że zaczęła mnie od tego czasu traktować inaczej. Miała do mnie coraz mniej szacunku, kłóciliśmy się częściej, po każdej kłótni to ja przepraszałam, to ja o nią walczyłam. Dziś wiem, jak duży błąd popełniłam. Sama ją nauczyłam tego, że nawet kiedy wina będzie po jej stronie to ja wezmę ją na siebie. Potem siostra Kasi zaczęła mieć na nią duży wpływ ( a może zawsze tak było ? ), moja relacja z Kasią pogarszała się z każdym dniem. 

Przysłowiowy "gwóźdź do trumny " został wbity kilka dni temu. Wspólne wakacje. 

Ja, Kasia i Jej siostra. Czekałam na te wakacje pół roku, byłyśmy na koncercie "Iron Maiden", średnio lubię ten zespół, ale Kasia go lubi, więc poszłam, chciałam być z przyjaciółką w tym ważnym dla niej dniu. Pierwsze dwa dni były super, powolne spacery przez Stare Miasto ( Kraków ), zwiedzanie zabytkowych kościołów, śmiech, radość, itp. Trzeci dzień zaczął się od kłótni ( od dłuższego czasu Kasia traktowała mnie jak dziecko, bez szacunku, upominała mnie i przywracała do pionu ), kłótnia była bardzo błaha i wręcz banalna, przez kolejne dwa dni Kasia mnie ignorowała, czułam się jak "piąte koło u wozu", na dodatek jej siostra postanowiła pokazać "kto tu rządzi" i robiłyśmy to co Ona chce. Dlaczego już wtedy się nie spakowałam i nie uciekłam gdzie pieprz rośnie ? Tym bardziej, że miałam gdzie ?



Ciągle liczyłam na to, że pogadamy, że wszystko wyjaśnimy. Niestety Kasia była już tak mocno pod wpływem swojej siostry, że uważała, że nie mam racji i koniec, nawet nie mam po co z nią dyskutować. 

Coś we mnie pękło. 


Jakiś mały guziczek, który odpowiada za racjonalne myślenie nagle się uruchomił. Pomyślałam wtedy " Ej, ale dlaczego ja to znoszę ?, dlaczego pozwalam sobie na coś takiego ?". Ostatnia rozmowa z Kasią wyglądała w ten sposób, że powiedziałam jej wszystko co mi leży na sercu, to że mnie zawiodła, to że ja nigdy nie zachowała bym się tak jak Ona ( a charakter mam bardzo pokręcony ) i w końcu to, że to koniec. 

Nie umiem już Kasi zaufać, nie umiem już jechać do niej i się do niej przytulić jak zawsze, nie umiem napisać pierwsza i znów wziąć winę na siebie. Pożegnałyśmy się na peronie i poszłam w swoją stronę, a Ona w swoją. Pomimo, że kocham Kasię i cierpię z tego powodu, wiem, że nie mogę znów pierwsza wyciągnąć ręki, Ona postawiła na mnie kreskę, poszło jej to zadziwiająco prosto. Dziś wiem, że nie znałam jej do końca, że z góry wyidealizowałam jej postać, choć wcale nie jest taka idealna. W dużej mierze sama sobie zrobiłam krzywdę, bo w pełni jej zaufałam. 



Przeprosiłam ją za to co zrobiłam złego, bo też nie jestem bez winy, ale nie chce z nią już się przyjaźnić, dopóki nie zrozumie czym jest prawdziwa przyjaźń. 

Jakie są więc wnioski moich trochę przydługich wywodów ?

Jeśli wasza przyjaźń skończyła się z takich samych, czy podobnych powodów, nie próbujcie na siłę zatrzymać tego kogoś. Jeśli kocha, jeśli tęskni wróci i zrozumie. Jeśli nie, będzie się z nami męczył. 
Pewne etapy w swoim życiu trzeba zamknąć, ponieważ nie prowadzą już donikąd. Nie można na siłę prosić kogoś o uczucia, jakiekolwiek one miały by nie być, i choć to bardzo, ale to bardzo bolesne, rozliczcie się z przeszłością, powiedźcie co wam leży na sercu, przeproście za to co złego zrobiliście ( bo wina praktycznie zawsze leży po obu stronach ) i idźcie do przodu. 

Wbrew wszystkiemu, cieszę się, że to przeszłam, cieszę się ze wspólnych pięknych wspomnień i choć boleć będzie jeszcze długo wiem, że to co zrobiłam było najsłuszniejszą z możliwych decyzji do podjęcia. I choć tęsknie, i choć cierpię, jeśli bym miała powtórzyć dzień, w którym zerwałam tą przyjaźń, nic bym nie zmieniła.




Wiem, że Ona tez cierpi, że też tęskni, tyle że jej uczucia zaślepia złość, oraz rady starszej siostry, która sama nie ma prawdziwych przyjaciół. 

Nie złościcie się też na swoich byłych przyjaciół, znajomych. Oczyścicie głowy i realizujcie swoje plany, pasje, marzenia, życie jest tak krótkie, nie warto go poświęcić na złość i rozpamiętywanie. 

Tyle na dziś w temacie, trzymajcie się i pamiętajcie - Walczcie jeśli widzicie, że walka jest obopólna, walczcie dopóki dana osoba nie powie "dość". Przynajmniej wtedy z czystym sumieniem będziecie mogli sobie powiedzieć, że zrobiliście wszystko co możliwe, a reszta nie zależy od was. 

                                                                       Czołem ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowe Lepsze "50 twarzy Greya"

                                                                                     💗  Cześć 💗 Nie pisałam dawno, ale najwyższy czas ...